• loki

    taki poranek…

    marsz do łóżka

    złapała mnie ostatnio policja. siedzę, czekam. podchodzi Pan, zagląda przez okno i pyta „pasy zapięte?”
    patrzę na Niego dosyć zdziwiona i odpowiadam „wie Pan, ja pasów nie zapinam przed Policją, ja zapinam je dla siebie. za mocno lubię swoje życie. Panu zapłacę jedynie kilka stów, a w życiu mam do stracenia o niebo więcej.” 
    nie zapytał nawet o dokumenty..
    dziś pokazałabym mu jeszcze ten filmik z wczorajszego poranka.. 
    bo niewyobrażam sobie, że do tych skaczących loków mogłaby nie wrócić Mama.

    na instagramie pytacie o Tosi piżamkę, to wyprzedaż w Endo. jest mnóstwo do wyboru po 29,90.

  • wrócę nad ranem.

    _DSC0158 _DSC0141 _DSC0167

    to jakoś zawsze było oczywiste..
    że jak się tańczyło na dyskotece, to w pobliżu okien lub drzwi w razie bójki lub pożaru.
    że jak dojechało się na miejsce to zawsze, ale to zawsze jako pierwsze dzwoniło się do rodziców, ze słowami „jestem cała i zdrowa”.
    że na koncercie koło wyjścia ewakuacyjnego stać.
    i że w aucie zimą ciepłe ubranie, gdyby na pomoc czekać trzeba … bo tak mówił Tato.
    Jako 15 letnie dziecko chodziłam na wielkie dyskoteki. Do trzeciej nad ranem.
    O trzeciej czekał w samochodzie pod dyskoteką Tata. w spodniach i kurtce założonej na piżame. zawsze tam lekko podsypiał na rozłożonym siedzeniu albo czytał „angorę”.
    nastawiał sobie budzik i po mnie przyjeżdzał.
    czasami latem wracaliśmy pieszo. całą gromadą z chłopakami z pobliskich wsi. odprowadzali zawsze pod same drzwi.

    wtedy mówiłam wcześniej, że wrócę ze wszystkimi, żeby nie wyjeżdżał.
    mówiłam wcześniej, bo komórek w czasach mojej podstawówki nie było.
    Miałam włosy zafarbowane na czerwono, rozwiązane glany i dziurawe spodnie
    Ktoś zaczepił moją Mamę, że na tej dyskotece to są narkotyki i żeby mnie tam nie puszczała… i czemu ja mam te włosy czerwone, żebym zmyła.
    A Mama na to spokojnym głosem…
    – Jak będzie chciała brać narkotyki to wszędzie znajdzie.. a włosy, zmyć się nie da, bo to farba, ale w czym problem? nikomu tym krzywdy nie robi..
    Miałam też wtedy siedem dziurek w uchu. kolczyki, a w ostatniej dziurce agrafkę.
    Tata mi przebił wszystkie. Na ziemniaku. Igłą.
    Pamiętam jak miałam lat 13 i szłam na ognisko. Na tarasie siedzą rodzice. Mijam Ich i mówię „cześć”.
    Na to Tata, żebym może była przed 10tą…
    Obracam się na pięcie z miną jakbym miała ekspolodwać..
    Nie zdażyłam jednak wylać potoku słów żalu i rozpaczy, bo Mama wtrąciła słowo..
    – Andrzej, ale przecież wiemy gdzie będzie, z kim będzie, to niech się bawi do której chce.
    Wiesz jak to przykro jak wszyscy siedzą, śmieją się, śpiewają a tu trzeba wracać..
    następnym razem nas okłamie, albo ucieknie,a po co to? 
    I tylko wtedy była rozmowa o porze powrotu do domu…
    Miałam też kolczyk w języku, brwi i brodzie.
    Tatuaż chciałam jak miałam lat 16. Ale to wtedy trzeba z rodzicem.
    Tato powiedział, że jak wybiorę coś mądrego, co całe życie będzie mi się podobało i świadczyło o czymś ważnym, to On z chęcią ze mną pójdzie…
    W końcu zrobiłam jak miałam lat 26…
    Tatuaż mówi o ostrożności, bo łatwo coś stracić, o wsi i moim Tacie.
    Dostałam niewyobrażalną ilość zaufania. Dostałam możliwość wybierania własnych ścieżek. Możliwość popełniania własnych błędów.
    zaufanie i wolność podarowana dziecku procentuje..
    bo choć mogłam wszystko…
    to chyba „nudna” jestem do granic możliwości, bo nawet trawy nigdy nie paliłam…

    _DSC0159 _DSC0143 _DSC0178 _DSC0180 _DSC0163 _DSC0187 _DSC0077

    _DSC0185

    sukieneczka Tosi - bobo choses

    kamizelka – booso. firma istnieje już tak dawno na naszym rynku. gdzieś widziałam, coś mi wpadło w oko.. aż ostatnio usiadłam i stwierdziłam, że zobaczę dokładnie co tam mają. zamówiłam jak głupia! mnóstwo i jak otwarłam paczkę nie pożałowałam ani złotówki. bardzo, bardzo fajna jakość, materiały. takie jak ja to mówię „posiaśne”. bo bardzo wygodne (priorytet) i do wszystkiego.

    sukienka Mamy - zalando. nie mam chyba większego nałogu niż sukienki. już nawet nie liczę. moja Mama twierdzi, że to choroba. o jak ja ją lubię i za nic nie chce jej leczyć.. może mój mąż bardziej by wysłał mnie na odwyk, bo Jego nie da się nabrać na hasło „no jak to? nie widziałeś? stara, już mam dawno, w szafie leżała”..
    więc na wyprzedażach w Zalando zaszalałam, no bo jak taką okazję zmarnować.. ;)

    p.s jak się okazało post już kiedyś był :) miałam go w szkicach i wydawało mi się, że docelowo nigdy nie opublikowałam, a tu czytelnicy znają bloga lepiej niż ja :) to bardzo miłe. no nic. zostawię.

  • II zjazd rodziny Kupczaków

    _DSC0210

    moja Babcia Adela miała 12 rodzeństwa. zostały już tylko trzy cioteczki, a dzieci, wnuków i prawnuków cała masa…
    trzech wujków zorganizowało już drugi raz zjazd rodzinny.
    pierwszy z nich odbył się kilka lat temu. teraz mieliśmy przyjemność spotkać się po raz drugi.
    zjazd zawsze jest z wielką pompą. jest muzyka, wspominki, zdjęcia, Panie animatorki dla dzieci, wymiana uścisków, zapoznanie pokoleń, przepyszne lody Consonni od jednego z wujków, obiady, przystawki i pasztety z kaczki.. :)  
    historii poważnych, śmiesznych, zaskakujących, w ilości nie do opisania..
    a znając mnie to rozpisywać bym się mogła dużo.. o wujku Mietku mym ulubionym morze słów..
    ale choćby rodziny się całe wozy drabiniaste najechały… to wszystko byłoby nie tak piękne, gdybym pod bokiem nie miała siostry swej.. choć wiadomo, że czasami wkurza mnie a ja Ją okrutnie.. :)
    bo wiecie jak to jest… czy Ktoś z Was oglądał film „nietykalni”? myślę, że życie nie musi być wystawne, bogate, pełne wycieczek i przygód.. wystarczy kiedy masz przy sobie niezwykłego człowieka. ciekawego, śmiesznego, barwnego.. no i ja mam Ją..

    a teraz wklejam  kilka zdjęć.. i ja lecę zrobić sobię marchewkę z jabłuszkiem… o jak mi się marzy.. a marchew mam świeżo z ziemi wyciągniętą, jeszcze mokra na druszlaku..

    _DSC0253 _DSC0289 _DSC0205 _DSC0147 _DSC0151 _DSC0145 _DSC0156 _DSC0179 _DSC0184 _DSC0166 _DSC0193 _DSC0158 _DSC0143 _DSC0137 _DSC0214 _DSC0353 _DSC0312 _DSC0361 _DSC0366 _DSC0369 _DSC0390 _DSC0404 _DSC0374 _DSC0442 _DSC0433 _DSC0452

    Tosi sandałeczki mamy z Salt Water, co mnie bardzo cieszy, bo Jej noga do szczupłych nie należy, a znaleźć sandałki co są szerokie, wygodne, nie wpijają się w nogę a do tego ładne, to wielka sztuka. w tamtym roku kupiłam w Zarze i choć były piękne, to założyłam dwa razy bo miałam wrażenie, że się mocno wpijają. wybrałam model co to potem dla Benia może zostać. z tej marki można kupić też sandały dla dorosłych.

    zjazd rodzinny odbył się w folwarku Wujka - Folwark Kamyk