• spokoju..

    _DSC0524 _DSC0538 _DSC0345 _DSC0596 _DSC0451 _DSC0492 Kolaże1568 _DSC0902 _DSC0798 _DSC0705 _DSC0708 _DSC0689 _DSC0918 _DSC0912 _DSC0728 _DSC0732 _DSC0735 swieta1 _DSC0599 _DSC0742 _DSC0746 _DSC0773 _DSC0786 _DSC0579 _DSC0762 _DSC0726 _DSC0860 _DSC0855 _DSC0795 _DSC0796 swieta _DSC0571 _DSC0564 _DSC0665 _DSC0679 _DSC0516 _DSC0332 _DSC0652 _DSC0628 _DSC0573 _DSC0550

    późnym popołudniem kiedy już było ciemno, wyszłam na werandę by schować wózek. i tak się zapatrzyłam..
    w nasze okna.. a w nich migały światła na choince. Benek spał w leżaczku. na stole w kuchni stały kubki po kawie, talerzyki z okruszkami po cieście. dobre było. sąsiadka przyniosła. między tym wszystkim jakieś listy, papiery..
    podłoga cała usłana zabawkami. porozwalane, poprzewracane. korona z różdżką pod krzesłem. pociąg lego tak się rozpędził, że ciuchcia już prawie wpadała do piwnicy. z kocy namiot zrobiony. przy piosence „idziemy do zoo” tańczy Tosia. Rozalia nie tańczy, bo chce „będzie zabawa, będzie się działo”. Michałek skacze na kanapie. z poduszek kanapowych zrobiony dmuchany zamek.
    ciocia Bełatka jest mechanikiem gdyby te poduszki się rozjechały. w kominku ogień skacze. pachnie korą brzozową.
    w zlewie pełno. wystaje patelnia po naleśnikach. szwagierka moja coś opowiada z sąsiadką.
    patrzę w to okno  i tak mi się błogo zrobiło. ten dom na który patrzyłam tętnił życiem. radością. gwarem.
    patrzyłam na swój dom. pomimo wszechobecnego chaosu taki spokój bił ze środka. taki spokój o jakim sie marzy.
    bo tak naprawdę chyba o to w życiu chodzi najbardziej. żeby przeżyć je we względnym spokoju. w jakimś poukładanym wzorcu.
    i choć dusza moja do takich najspokojniejszych nie należy, choć się w tym życiu czasami naszamocze to o ten spokój właśnie chodzi. wtedy chyba w tej pełni szczęścia można odnaleźć się najbardziej.. 
    myślałam sobie o tym czego chciałabym życzyć Wam na święta.. bo im więcej pisze, tym bardziej wiem jak różni jesteśmy wszyscy.
    jak zupełnie inne mamy potrzeby, historie, plany.. i czego życzyć by każdemu się po trochu przydało.
    odpowiedź prosta. życzę Wam spokoju moi drodzy. w każdej dziedzinie życia jak i w życiu przede wszystkim.
    a podstawą do szczęścia jest zdrowie. 

    choć do świąt kilka dni zostało to ja piszę już dziś.
    postanowiłam na 3 tygodnie zrobić sobie urlop od internetu. od internetu w ogóle.
    od facebooków, instagramów, blogowania, mailowania. od zaglądania tam w ogóle.
    chcę odciąć się na ten czas od sieci. zobaczyć jak to jest, jak to może być.
    i co się wtedy robi gdy jest chwila.. czy się patrzy w okno bez powodu, czy warkocz z nudów plecie..
    wrócę do Was po nowym roku. a ten czas chcę poświęcić tylko rodzinie. 
    zobaczyć codzienność z innej perspektywy, bez tej wirtualnej.

    Czytelniku mój Drogi życzę Ci z całego serca zdrowia i spokoju. na święta i na zawsze.

    Kolaże1567

    drewniane auto – moover (są super rabaty na całą kolekcję, gdyby Ktoś nie miał prezentu to mocno polecam, zabawki na wieczny czas.  bezkonkurencyjne. to autko jest na tyle duże, że jest jeździkiem. )
    renifery, koc z reniferem - looli.pl (cudne materiały za bardzo małe ceny, teraz jakieś promocje na święta.)
    tabliczki z pogodą i z obowiązkami – trendysmyk.pl (super! tablica gdzie się układa pogodę, daty, dni miesiąca itp, a druga z obowiązkami dziecka. ceny bardzo przystępne)
    koc granatowy Benka – effii.pl
    kartki świąteczne (magnesy) – magnetcards.pl
    śpiwór zielony wełniany – radosna fabryka (to prezent, ktory zrobiła nam Mama Kasi na urodzenie Beniaczka. jak wyrośnie robi się z tego szalik z kapturem dla mnie :) )
    mata Benka – Ebulobo (promocja jest)
    biały śpiwór – Lodger
    małe choinki – drzewkonaprezent.pl
    duży koc w renifery i kury - la millou

  • ławeczka

    unnamed

    są tacy śmiałkowie, którzy twierdzą, że moje macierzyństwo może być radosne, bo mam w życiu z górki..
    i ja, muszę się z Nimi… zgodzić.

    pomyśl sobie, że idziesz przez park. siadasz na jednej z zielonych, drewnianych ławeczek.
    przez słomkę siorbiesz coca colę, sok pomarańczowy, wodę czy co tam wolisz..
    nagle, z prawej dosiada się jakiś koleś. i ni z gruszki, ni z pietruszki opowiada o swojej robocie.
    że ostatnio dołożyli im obowiązków, że płaca poniżej krytyki, szef to skończony idiota..
    słuchasz i myślisz, że ma chłop przechlapane.
    po jakimś czasie dosiada się Ktoś z lewej.
    i ten sam temat…
    że robota nawet całkiem w porządku. dołożyli obowiązków, ale to okres przedświąteczny wiec zrozumiałe. w styczniu znowu się rozluźni.
    płaca mogłaby być większa, ale starcza na opłaty, czasami na jakieś wyjście czy na nowy ciuch. szef nawet spoko gość. nie błyszczy inteligencja, ale można urlop wziąć jak potrzeba i da przedpłatę, gdy braknie kasy do pierwszego..
    słuchasz i myślisz, ze dobrze trafił, ma udane życie…
    okazuję się, ze goście którzy dołączyli do Ciebie, na parkowej ławeczce pracują w tej samej firmie, na tym samym stanowisku i tych samych warunkach.
    różni Ich tylko nastawienie do życia i świata.

     

    mój mąż (konkubent gwoli ścisłości) wychodzi do firmy z samego rana. wraca późnym wieczorem. wchodząc do domu trzyma ramieniem telefon przy uchu i rozmawia.
    na migi się z nami wita i idzie do biura. za każdym razem gdy kończy to dzwoni kolejny telefon.
    razem z Tosiulką kąpiemy Beniaczka. daje Mu mleczko, usypiam i idę kąpać Tosię. kładę się z Nią i czytam Jej książki. zasypia.
    gdy ja o 22ej siedzę w piżamie w kuchni lub szykuję butelki na noc dla synka, przychodzi mąż.
    mogłabym narzekać, że On ciągle zarobiony, że nie mamy wspólnych wieczorów, ze bieg i bieg…
    a ja wiem, że wszystkiego mieć nie można. może gdyby wracał o 16ej i siedział z dziećmi nad klockami to byłaby nerwowa atmosfera i kłótnie, że nie ma na zapłacenie za prąd.
    że jeżeli chcemy mieć dom, jeżeli chcemy by mama była w domu z dziećmi, to Ktoś musi pracować za dwóch.
    a On i tak stara się jak może. szuka czasu by choć raz w tygodniu iść z Tosiulka na basen i lody.
    że o tej 22ej kiedy ja idę spać, On jeszcze bierze Benia by śpiącego troszkę potrzymać na rękach, popatrzeć na Niego.
    i jestem szczęśliwa, że jest pracowity, zaradny. że niczego nam nie brakuje. i pomimo Jego zapracowania nie brakuje nam ogromu Jego miłości.

     

    Tosiulka od urodzenia ma niezdiagnozowane uczulenie. niby wszystko wskazywało na skazę białkowa a każdy lekarz to wyklucza. gdy zaczyna się lato, my zaczynamy pielgrzymki po lekarzach. przez dwa lata wstawałam do Niej po kilkadziesiąt razy w nocy. potrafiłam całą noc wisieć nad łóżeczkiem i smyrać Ją opuszkami palców po twarzy, by mogła choć trochę się przespać, bo inaczej ciągle się drapała a żadne leki na to nie działały.
    i choć rano padałam na twarz, a cały dzień przed nami, to cieszyłam się, że to tylko jakieś uczulenie. że nie jeździmy po szpitalach, nie siedzimy na oiomie i przede wszystkim, że Ja mamy, bo tyle ludzi marzy o dziecku.
    od 3 lat w ciągu dnia podczas Jej drzemki, spałam tylko dwa razy. bo zawsze szkoda było mi czasu. zawsze było coś do zrobienia. obiad, sprzątanie.
    i dobrze mi z tym. cieszę się, że mamy ciepły kąt, który mogę sprzątać, że mam z czego obiad zrobić. a wyśpię się na emeryturze.
    zauważyłam, że ludzie, którzy mają chore dzieci cieszą się jakoś z życia i macierzyństwa wyjątkowo. jest taki blog o Franku. ile w tych ludziach radości z życia, z macierzyństwa.
    moglibyśmy wszyscy się od Nich uczyć. cudowny chłopczyk, cudowni rodzice.

     

    znam się z moim Adamem od 5 lat. od 4ech jesteśmy razem. i nigdy przez ten czas nie byliśmy razem na wakacjach. tak żeby leżeć na plaży. palcami w piasku przebierać.
    czasami wyjedziemy gdzieś we dwoje na weekend. czasami bo zdarzyło się to 3 razy.
    ciągle coś. jedna ciąża, budowa domu, druga ciąża.
    i nie mam z tym problemu. jeszcze się może najeździmy. a wszystkiego mieć nie można.
    nie brak mi tego. wystarczy rodzinny spacer w niedzielę by nabrać sił. bo idziemy razem. zdrowi. Tosia podskakuje.

    a to wcale nie oznacza, że nie pragnę więcej, że do niczego nie dążę.. wyznaczam sobie nowe cele i osiągnięcia każdego dnia.

     

    Ktoś może być zirytowany moim podejściem. znudzonym, nawet wkurzonym mocno.
    no tak, rozumiem, bo świat nie jest tylko kolorowy i można pozwolić sobie na dni zwątpienia, dni niemocy i bezsilności. takie po prostu czasami są, czy chcemy tego czy nie.
    można nawet płakać w poduszkę lub w głos do męża, że brak sił. w końcu macierzyństwo to najtrudniejsze zadanie do wykonania, a zarazem najpiękniejsze co może się nam zdarzyć.
    i ja jestem tylko człowiekiem. i mam chwilę w których nie daję rady.
    ważne by wieczorem po uśpieniu dzieci się wypłakać, ponarzekać przez telefon do przyjaciółki, siostry a potem otrząsnąć. zacząć kolejny dzień na nowo.
    uświadomić sobie przed snem co mamy. bo kiedy mieć nie będziemy czasu nikt nie cofnie, nie dokupimy go na allegro..

     

    myślę, że życie wielu z nas jest bardzo podobne, różni nas tylko, albo aż nastawienie do życia…

     

    mam życie jak prawie większość ludzi w Europie (więcej tego, ale tamtego mniej) i kocham je do szaleństwa, bo jest najlepsze jakie mogłam dostać.
    i kiedy każdy z Was tak zacznie dzień, nawet jak nie jest idealnie to zauważy, że idealne się nagle stanie… choć tak dalekie od doskonałego..

    unnamed (1)


    i ten skarpet! :)

  • mosaic

    _DSC0242
    _DSC0213 _DSC0199 _DSC0188 _DSC0057 _DSC0283 _DSC0261 _DSC0304 _DSC0223 _DSC0295 _DSC0239 _DSC0220 _DSC0156 _DSC0158

    dwa lata temu współpracowałam z marką la millou. robiłam zdjęcia bambusowych kocy (a ja mam fioła na ich punkcie).
    w tym roku dziewczyny napisały z zapytaniem o zdjęcia Benia w zimowym śpiworku.
    na początku odmówiłam, bo jestem zawalona pod nos projektami do zrealizowania, do wywiązania się, do zdjęć, do opisania, przetestowania.. nie nadążam, a jak nie wywiązuję się z umowy to trudno mi zasnąć. lubię jak wszyscy są zadowoleni. a tak się zawsze nie da..
    chcąc być fair, bo wiem, że z czasem mam trudno, większości firm odmawiam. tak też zrobiłam na początku z marką la millou.
    z racji tego, że siedzę w branży dziecięcej od 3 lat, to mocno zmęczył mnie materiał minky. przejadł mi się.
    tych firm narobiło się mnóstwo. wszędzie dookoła minky. 
    ale z drugiej strony nie mogę być hipokrytką. koce o jakie najczęściej się „bijemy” w domu to koce z minky.
    i tutaj jestem na rozdrożu, z jednej strony mi się opatrzyło, przejadło, a z drugiej no jest najmilszy noooo….
    odmówiłam. 
    a potem z ciekawości czy mają nowe produkty weszłam na stronę i… zobaczyłam wzór mosaic.
    i nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności. specjalnie dla mnie doszywali mufkę w tym wzorze.
    i choć śpiworków mamy dużo (na tym polega między innymi praca blogera) to ten skusił mnie jeszcze swoją nieprzemakalnością. jest wodoodporny i tu ma duuuuży plus.
    a o dorosłych kocach z minky to mogliby pisać moi goście.. nikt nie chce spać pod świeżo ubraną pościelą.. i choć są drogie to myślę, że nawet Ci co miesiącami na nie zbierali nie żałują.